poniedziałek, 4 lutego 2013

Śniadanie



Polenta. Mam dla Was kochani rodzice i jeszcze nie-rodzice przepis na boskie moim zdaniem śniadanie  w sam raz na tą porę roku. Nie wiem, szcerze mówiąc kto jest większym fanem tej polenty, ja czy chłopcy, tak czy inaczej to jest banalne, pyszne, super pożywne no i co kluczowe nie trzeba do tego przekonywać dzieci :) Dziś krótko i treściwie. Pozdrawiam. T

Polenta wdł. Jomafelo:

Mleko ryżowe (z dodatkiem wanilii fajnie pasuje)
Polenta czyli kaszka kukurydziana bez GMO
Owoce takie jak jabłko lub banan
odrobina masła
coś morelowego - dżem, konfitura, mus morelowy jak macie jakieś morelowe weki to bosko - koniecznie użyjcie

Mleko doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień i dodajemy owoce a nastepnie ciągle mieszając stopniowo wsypujemy kaszkę - proporcji nie podaję, polecam dosypywać mniej tak na czuja aby była gęsta ale nie taka, że łyżka staje no i żeby nie była zbyt rzadka. Polenta powinna napęcznięć, zgęstnieć. Przekładamy do misek, dodajemy trochę masełka i coś morelowego. Pycha!

Ładne zdjęcia w tym teledysku, takie jakby bardzo lutowe....
                                               
 
   
                         Lee Ranaldo ANGLES Official Video from Lee Ranaldo on Vimeo.

sobota, 2 lutego 2013

resztki cookie






Rano wstałem i było ciemno. Gdybym miał planować dziś rano to co będzie na obiad pewnie skończyłbym w barze na Dworcu Centralnym..W przebłysku geniuszu zaplanowałem obiad sobotni w piątek wieczorem i tak oto obudziłem się z gotowym planem działania. Może padać siompić lać chlapać i ściekać..wszystko jedno ja i tak wiem co robić. Ciasteczka maślane które właśnie przedstawiam powstały z głębokiego przekonania, że jedzenia marnować nie można - powstały z resztek. Z przepisu na zupę z czerwonej soczewicy pozostało mi troszkę mleka kokosowego i to był trop główny. Potem zauważyłem niedojedzone opakowanie orzechów nerkowca a wysypująca się resztka mąki orkiszowej również błagała o wykorzystanie. Zaproponowałem więc chłopcom lepienie ciastek w ramach rozrywki w deszczowy dzień, dla mnie jak zwykle był to kolejny mały krok w zdobywaniu cennej wiedzy zwanej: jak z niczego zrobić coś. "Resztki cookie" na resztki zimy mam nadzieję :) Proporcje podaję w przybliżeniu:

                                                              resztki cookie (ok.15 ciastek):

180g mąka orkiszowa jasna 
80g masło
40g cukier muscovado
1łyżka organiczne mleko kokosowe 
80g orzechy nerkowca zmielone
szczypta soli
wiórki kokosowe (niesiarkowane)

Masło ucieramy z cukrem do konsystencji kremu. Dodajemy powoli mleko i mieszamy. W osobnej misce mieszamy mąkę z orzechami. Łączymy składniki suche z mokrymi i mieszamy aż powstanie lepka masa łatwa do formowania kulek. Mokrymi dłońmi wyrywamy mały kawałek ciasta i formujemy kulkę - obtaczamy w wiórkach kokosowych, kładziemy na blasze wyłożonej papierem i delikatnie przygniatamy. Pieczemy w temp. 180C aż lekko zbrązowieją. Po upieczeniu studzimy a następnię jemy z herbatką. 



                                       
                                        N.U.G.CAST #8: "For a Day Like Today" by  Nostalgic Underground Radio on Mixcloud
                                                                            

piątek, 25 stycznia 2013

Burger



Burger. Obok słowa burger w moim słowniku w bezpośrednim sąsiedztwie występuje inne słowo na B - beztroska. Hamburgery, przynajmniej tak jest w moim przypadku, odsyłają mnie do czasów kiedy w kwestii jedzenia było mi niemalże wszystko jedno. Duże sieciowe hamburgerownie nie robiły na mnie nigdy specjalnego wrażenia, raczej trafiałem tych do małych budek z frytkami i hamburgerami najczęściej z logo popularnego napoju gazowanego o czarnej barwie i elementem "Max" w nazwie. Kupowałem sobię takiego burgera i po prostu było pysznie nie zastanawiałem się kompletnie z czego to jest a już napewno co to właściwie jest - to co jem. Było beztrosko i nonszalancko momentami - w Krakowie chyba do dzisiaj istnieje taka buda Max w której coś okołoburgerowego podaje się w postaci bodajże (dawno nie jadłem) całego bochenka chleba wypełnionego czymś co teoretycznie nadaje się do burgera -  w zasadzie może to być dosłownie wszystko. Najmilej wspominam hamburgery z mojej dzielki czyli z Kazimierza a i jeszcze dobre były kiedyś na śmierdzącym parkinkgu autobusowym pod Wawelem ale dziś jest tam elegancja no i Czuły Barbarzyńca. Koniec wspominek.... czasy się zmieniają a gusta nie podlegają dyskusji więc.... Teraz troszkę subtelniej, rozważniej a nawet "świadomie" ale mimo to ciągle smacznie czyli:

Proteinowy Burger (ok. 5szt) :

225g ugotowanej ciecierzycy
2 jajka zerówki
3łyżki oliwy 
sok z połowy cytryny
2 garści kolendry 
40g mąki ryżowej
1łyżeczka soli 

175g ciecierzycy, jajka, sok z cytryny i sól miksujemy w blenderze do uzyskania konsystencji hummusu. 

Kolendrę  (w sezonie razem ze szpinakiem 150g) wrzucamy na łyżkę rozgrzanej oliwy i minutę mieszamy na wolnym ogniu. Przekładamy z patelni na talerzyk.

Pozostałą ciecierzycę mieszamy z kolendrą i ugniatamy widelcem lub ugniataczem do ziemniaków aż składniki połączą się. Dolewamy miksturę z blendera i mieszamy. Następnie wsypujemy mąkę i mieszamy aż powstanie ciasto. Ciasto na burgery nie powinno się rozpadać po wzięciu do ręki powinno pozostać mokre ale takie żebyspokojnie można było formować burgery. W razie potrzeby dodajemy mąkę lub wodę. 
Burgery smażymy aż zbrązowieją ok 3 min z każdej strony a następnie wstawiamy do piekarnika na 190C. Pieczemy 10 min. Powinny być miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz.
Burgery podajemy jak tylko chcemy. Ja upiekłem burger bułki orkiszowe z sezamem, posmarowałem hummusem, dodałem Polską rukolę  z doniczki pomidory suszone i czerwoną dymkę PL. Myślę że jak będzie szpinak, pomidory malinowe, sałaty i inne świeże produkty typowo wiosenno-letnie burger jeszce nas zaskoczy :)


 I jeszcze coś ze stolicy burgerów:


2 The United States of America - The American Metaphysical Circus by stocck71

wtorek, 15 stycznia 2013

Miska miso



Powracam z materiałem. Od tygodnia testuje różne rodzaje miso, sposoby jego podania, łączenie składników i oto wniosek : Miso na śniadanie jest super. Tak, przyznaję, że jest to związane z t.zw postanowieniem noworocznym ale jeżeli reszta postanowień będzie tak przyjemna jak ta zupa to jest duża szansa na realizację :) Właściwie jak zwykle nie miałem zamiaru Was do niczego przekonywać, sam dopiero po kilku latach przekonałem się do miso no ale warto było. Przedstawiam więc wyniki mojego research -u na ten temat i zachęcam do spróbowania. Próbowałem chłopakom dać na spróbowanie ale powiedzieli, że wygląda jak błoto - zgadzam się :)

Zupa miso:

1l dashi
1/4 szklanki pasty miso 
dodatki (niemalże dowolne)

Dashi jest podstawą miso, to taki rosół lub bulion jak wolicie. Najbardziej znane dashi przygotowywuję się z katsuobushi czyli ze sfermentowanych i wysuszonych tuńczyków bonito. Ponieważ chciałem przygotować wegańskie miso pominąłem ten składnik i tak trafiłem na mizu dashi składające się z wody i Kombu. Algi moczy się na kilka godzin przed gotowaniem (ja zostawiam na noc), w pilnej sprawie można namoczyć podobno nawet na pół godziny przed samym gotowaniem. Moje dashi wygląda więc tak:

Dashi: 
 trochę Kombu+ 1l woda+ kilka grzybków shiitake

Pozostawić na noc, rano gotujemy ale nie doprowadzamy do wrzenia. Wyciągamy Kombu a grzybki kroimy drobno. Dashi gotowe.

Do gotowego dashi dodajemy dodatki wymagające krótkiego zagotowania takie jak marchew lub mój ulubiony makaron ryżowy z Wakame. Marchew powinna pozostać trochę twarda. Pod koniec dodajemy tofu i namoczne tuż przed użyciem algi Wakame i jeszce chwilę trzymamy na ogniu. 

Miso - do tej pory wypróbowałem miso ryżowego i hacho miso czyli miso czystego. Miso nie gotujemy!!! Jak narazie faworytem jest miso ryżowe. Zasada przy kupowaniu miso jest prosta - pasta miso jest kluczowa dla tego dania (dla zupy miso:) jeżeli zdecydujemy się na 1 kg pasty w cenie 20zł jest duża szansa, że już nigdy więcej nie zaserwujemy sobię zupki miso. Krótko mówiąc im droższe tym lepsze. Sam pokusiłem się na organiczne miso ryżowe, kraj pochodzenia Japonia.

Powracając do gotowania: Kiedy wszystko jest już gotowe, dashi i dodtaki pięknię się połączyły, makaron jest w sam raz zalewamy bulionem umieszczoną w szklance pastę miso. Mieszamy aż się połączy z wodą, likwidujemy wszystkie grudki. Przelewamy do garnka zdejmujemy z ognia i mieszamy. Podajemy natychmiast posypane zieloną cebulką. 


czwartek, 3 stycznia 2013

Na dobry początek


Życzę sobię i Wam, żeby nadchodzący rok był jak ta zupa - nieskomplikowany i przyjemny. Jak narazie mamy zimę a więc okres masowego spożycia wszelkiego rodzaju rzeczy ze słoika i dzisiaj właśnie udało mi się z dwóch słoików/puszekwydobyć coś naprawdę smacznego a zarazem prostego jak drut. Brzmi jak posiłek studencki z małą tylko różnicą. Sukcesem tej pożywnej zupy są bardzo dobrej jakości składniki i w tym wypadku były to organiczna pulpa pomidorowa z Toskanii i organiczne mleko kokosowe, które jak dla mnie różni się diametralnie od tego zwykłego.

Taki posiłek zapowiedź. To będzie Dobry Rok! (taki film z w którym grał Russell Crowe, akcja w Toskanii). Do realizacji potrzebne tylko kilka składników jak w zupie powyżej - osobiście sugeruję dużo śmiechu, miłości i spokoju w głowie.

Zupa na dobry początek roku

1 1/2 szklanki organicznego mleka kokosowego
430ml organiczna pulpa pomidorowa, gęsta najlepiej z kawałkami pomidorów
2 szklanki bulionu warzywnego (może być organiczna kostka)
2 szklanki wody
1 cebula
2 szklanki organicznej soczewicy czerwonej
1/2 łyżki nasion kuminu
2 łyżki sok z cytryny bio
1/2 łyżka soli

Do rozgrzanego garnka wrzucamy kumin i minutę podgrzewamy. Dodajemy posiekaną cebulkę i dalej 5 minut aż lekko zbrazowieje. Wlewamy pulpę - 2 minuty na ogniu nastepnię wrzucamy opłukaną soczewicę, bulion, wodę mleko i sok z cytryny. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i gotujemy ok.30 min. pod przykryciem. Odstawiamy, solimy do smaku. Podajemy z razowym pieczywem (najlepiej wypiek własny:)


piątek, 28 grudnia 2012

Kaszubska Koza



i jeszce na koniec roku smakowite spotkanie z serami z Gospodarstwa " Kaszubska Koza" do którego doszło w Szarej Cegle na Królowej Aldony w Warszawie. Jeżeli lubicie sery kozie w różnych wyszukanych smakach ale i te najprostsze kozie serki koniecznie musicie namierzyć te z Kaszubskiej Kozy bo są po prostu mistrzowskie. Podaję link: http://www.facebook.com/GospodarstwoKaszubskaKoza?ref=ts&fref=ts

sobota, 22 grudnia 2012

Rzecz o Świętach


Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku. Dla tych z Was którzy chcieliby jeszcze ulepić swoje pierwsze pierogi podaję link z którego sam w tym roku skorzystałem. 
Niezły ubaw z dzieciakami przy tym lepieniu, polecam bardzo :) Pozdrawiam. Tomek

A przy lepieniu pomagali The Beatles




                                                              
B

wtorek, 18 grudnia 2012

PrzeWHAM się na Święta




Święta tuż tuż. W tym roku ambitnie podszedłem do tematu przygotowań i poza sałatką jarzynową z majonezem rodem ze Świętokrzyskiego postanowiłem spróbować czegoś nowego. O makowcu mówi się podobno że to koszmar każdego spokojnego cukiernika a większość osób z którymi rozmawiałem o tym cieście powtarzały w kółko, że "Ah tak! moja babcia to robiła makowiec!" A Wy, to co? Nie robicie? Adlaczego nie? Ja nigdy nie robiłem makowca ale przełamałem lęk i tak oto, pomimo klątw rzuconych na wszystkich pogrążonych w strachu przed czarnym (niebieskim??) jak noc makiem zrobiłem swój pierwszy makowiec. Wyszedł bardzo ok, aromaty i smaczki bardzo poprawne muszę zauważyć natomiast, że mak następnym razem zdecydowanie bardziej zmielę. Nie, nie gotowałem go w mleku jeżeli by ktoś pytał. Na koniec tylko tyle, że warto czasem pójść pod prąd, śmiać się z  uprzedzeń i braku wiary w swoje możliwości i po prostu dobrze się bawić - z makowcem czy bez ale śmiało z tym czego jeszcze nie próbowaliśmy i co napewno nam nie zaszkodzi :) Wtedy nawet tak bardzo otrzaskana i sponiewierana piosenka zespłu Wham może zabrzmieć zupełnie  nowo i zaskakująco świeżo.






                            
                              George Michael - Wham - Last Christmas [1985] from hunterh on Vimeo.

wtorek, 27 listopada 2012

O energii w kuchni



Prąd nie działa. Kiedy to piszę Pani w kawiarni Towarzyska stawia obok mnie świeczkę a w mieszkaniu uwija się z kablami elektryk. Kiedy prąd nie działa nie ma jak gotować, można przerzucić się na dietę RAW albo spróbować palić ogniska za miastem w miejscach dozwolonych. Nad Wisłą  w Warszawie też można palić ogniska ale to chyba w lecie a mamy już prawię zimę. No właśnie o czym to ja chciałem...hmm trochę o zimie trochę o strączkowych i muzyce ale pisze co mi palce wciskając klawiaturę podpowiedzą, taki dzień. Otóż..prezentuję tym razem ostatni hit (straszne słowo) mojej kuchni domowej czyli fasolkę kidney na ostro. Tak jak pisałem na fejsbuku w kuchni Jomafelo dużo ostatnio strączkowych - ciecierzyca smakuje bardzo chłopcom jako przekąska a co do fasolki kidney jak narazie mam przepis ten oto, raczej dla starszych spragnionych energetycznego, sycącego i rozgrzewającego posiłku. Enjoy

Hot Hot Kidney:

1/2 szklanki oliwy 
Pół szklanki posiekanego imbiru
2 posiekane cebule
5 ząbków czosnku drobno posiekanego
4 ostre papryki posiekane (opcj.)
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki mielonego kuminu
1łyżeczka ziaren kuminu
2 łyżeczki świeżo mielonej kolendry
1łyżeczka chili w proszku
1 łyżeczka kurkumy
400g fasolki kidney namoczonej na noc i ugotowanej ( zostawić wodę po gotowaniu!)
450 ml. sos pomidorowy gęsty (pulpa)
świeża kolendra

Oliwę rozgrzewamy i dorzucamy do niej posiekane warzywa. Gotujemy chwilkę i dolewamy sos pomidorowy a następnie dodajemy wszystkie przyprawy - gotujemy 5 minut mieszając od czasu do czasu. Dodajemy fasolkę wraz z wodą, należy uważać aby nie dolać za dużo wody z gotowania tak aby całośc zachowała konsystencję gęstą. Następnie doprowadzamy do wrzenia i zminejszamy ogień. Gotujemy 10 min. bez przykrywki. Podajemy ze świeżą kolendrą. 




                                              

czwartek, 15 listopada 2012

1 2 i......3

            



Krótka notka z dnia spędzonego w kuchni gotując dla chłopców:

Śniadanie:
Kasz jaglana z figami imbirem i  prażonymi orzechami

Obiad:
 Zupa dyniowa na wywarze warzywnym
Pieczone ziemniaczki z tymiankiem

Kolacja:
Domowy chlebek żytni na zakwasie smarowany miodkiem

Komentarz:  Wyglądało to tak: Rano upiekłem chleb żytni na zakwasie który piekę na codzień czyli w zasadzie kolacja była już gotowa (kanapki na kolacje robię czasem z namaszczenia autorek książki o Kuchni Pięciu Przemian dla dzieci , które zasugerowały że talerz kanapek na dobranoc jest OK). W momencie kiedy chleb się piekł zrobiłem ulubioną rozgrzewającą kasze jaglaną na słodko (http://jomafelo.blogspot.com/2011/04/made-in-china.html) , która smakuje chłopkom odkąd jej spróbowali czyli t.zw posiłek "to zjedzą napewno" :) Z zupą dyniową było słabiej dzień później zaproponowałem chłopcom znaną zupe z buraka i było zdecydowanie lepiej przepis tu (http://jomafelo.blogspot.com/2011/11/burak-w-karcie.html). Starym hitem są ziemniaczki, najlepiej Lord, pieczone z suszonym tymiankiem w oliwie z oliwek przez 35min. w temp. 200C - pewniak. Zupę dyniową opiszę przy najbliższej okazji bo jak dla mnie jest cudo:). Ostatnio w kuchni pod lupę wziąłem różnego rodzaje wywary warzywne i niestety z przykrością stwierdzam, że organiczna kostka już mnie nie zadowala :) Choć wiadomo......bez przesady. Wracam do gry :)






                                           Komeda's Tune: A Krzystof Komeda Tribute by Másàjazz on Mixcloud