piątek, 2 września 2011

Chleb żytni na zakwasie : Finał




Po kilku próbach z zakwasem nareszcie udało mi się zrobić ekologiczny stuprocentowo żytni chleb. Zamieszczam zdjęcia i przepis. I chyba kończę z kupnym chlebem :) Goraco polecam. Koszt wielkiego (22x24cm)bochenka chleba którego składników jesteśmy pewni na 1000%  7zł 60gr

Zakwas : 200g maki przesiać i wymieszać z łyżką miodu i zmielonymi  przyprawami : kolendrą, nasionami kopru oraz kminek. Następnie dolewamy stopniowo szklankę ciepłej wody i mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Odstawiamy, posypujemy mąką z wierzchu czekamy 3 dni. Zakwas mieszałem  2 razy dziennie, rano i wieczorem. Po każdym mieszaniu posypujcie odrobiną maki żeby nie było kożucha.

Ciasto chlebowe: 1 kg mąki żytniej razowej (używałem Babalskich i Symbio) przesiać (odłożyc trochę na wyrabianie ok. 200g). Uformować górkę, zrobić w niej wgłębienie i wlać tam 300ml zakwasu oraz 3 szklanki ciepłej wody wymieszanej z 1,5 łyżki miodu i 3ł yżeczkami soli. Posypać maka i wymieszać. odstawiamy na 20 min. Po czasie wyrabiamy ciasto (min 10min.) z reszta mąki i tu możemy dodać różne pestki dyni, słonecznika... Ciaso wkładamy do wysmarowanych masłem i posypanych maką brytfanek ( moja miała wymiary 22x24 i sprawdziła sie idealnie) i pozostawiamy na 20 min. Pieczemy 60 min w ngrzanym do 200 stopni piekarniku. Na koniec pieczenia smarujemy wodą.


czwartek, 1 września 2011

pesto verde





Przepraszam za ten włoski ale jakoś nie moge sie powstrzymać ilekroć przychodzi mi do pisania o jedzeniu z tamtej części globu. Tak czy inaczej spróbuje Was zachęcić do domowej produkcji pesto, które jest nieporównywalne z tym słoikowym ze sklepu. Genialnie sprawdza się jako efekciarski obiad dla większej  grupy, przjaciół lub rodziny. I jeszcze jedno - nie ma mowy żeby Wam nie wyszło, Jomafelo gwarantuję pełny sukces każdego obiadu z domowej roboty pesto. Sam przyrządzałem wiele razy i zawsze robiło wrażenie. 
Przepis na 400g pesto.
Liście z dwóch większych drzewek bazylii
1 szklanka oliwy z oliwek extra virgin
2  ząbki czosnku polskiego
100g pistacji ( zdecydowanie bardziej polecam od orzeszków pinii)
kawałek startego sera peccorino romano
sól.

Wszystkie składniki mielimy razem blenderem ale pamiętajcię, żeby nie zmielić na całkowita pastę. Węźcie pod uwagę, że proporcję sa kwestią gustu - niektórzy lubia bardziej czosnkowe, mniej lub więcej oliwy. Używając tych składników i tak wyjdzie Wam pyszne, cudownie pachnące świeże pesto.

środa, 31 sierpnia 2011

No i powracam. Przez jakiś czas wyświetlało Wam się, że blog jomafelo został usunięty. Nie muszę chyba wspominać do jakiego stanu doprowadziło to piszącego te słowa - najwazniejsze, że udało mi się wrócić, ponad pół roku pracy nie poszło na marne a Wy możecie na nowo eksplorować mój blog, do którego jak się ostatnio okazało jestem mocno przywiązany. W związku z tą niepokojącą akcją, spowodowaną drobną pomyłką postanowiłem uruchomić konto Facebookowe od którego trzymałem się do tej pory z daleka,  ponieważ jednak poważnie traktuję Jomafelo muszę sie jakoś zabezpieczyć na przyszłość i zapewnić blogowi bezpieczne miejsce w sieci ( o ile takie istnieje :) Zapraszam zatem na Facebook już w krótce!! Enjoy

czwartek, 25 sierpnia 2011

Nature





Na otarcie łez, po pierwszej nieudanej próbie z zakwasem miłe wspomnienie z wakacyjnego spotkania z naturą. P.s nie używaliśmy silnika oczywiście, tylko wioseł.

Zakwas: dzień trzeci?

zakwas podejście drugie - większy słoik

Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy zakwas zaczął uciekać z mojego małego słoika. Po próbie przeniesienia go do większej miski, dnia trzeciego zaobserwowałem brak ruchu w produkcji. Zakwas opadł i zaczął chyba wysychać. Wstawiłem rano nowy. Wnioski: 1.najlepiej zawsze używać dużego naczynia jeżeli nie jesteśmy pewni rozmiarów naszego eksperymentu 2. Nie zmieniać środowiska w trakcie procesu kwaszenia. Teraz już wiem i Wy też wiecie. Finał zatem w poniedziałek.

środa, 24 sierpnia 2011

Zakwas: dzień drugi

                                                 Zakwas uróśł

Zrobiło się gorąco dziś rano bo zakwas chcial mi uciec. Po prostu zaczął wyłazić ze słoika w którym go preparuję i musiałem coś szybko z tym zrobić. Moje tajne źródło dobrych kulinarnych rad wypowiedziało się, że jestem  na jak najlepszej drodze i żebym zamieszał i posypał mąką, tak więc zrobiłem i czekam dalej. Z obserwacji wnioskuję : zakwas spulchniał, pojawiły się bąbelki dwutlenku węgla, a zapach stał się powiedzmy głębszy, bogatszy. Ależ to zabawne :)

wtorek, 23 sierpnia 2011

Zakwas : dzień pierwszy

domowej roboty zakwas z mąki żytniej razowej 

W zakładce "autor" przeczytacie m.in o tym że eksploruje bogactwo jakości składników bio i eco. Nie do końca jestem pewien czy to poprawnie napisane ale chyba wiadomo o co mi chodzi :) Wziąłem zatem pod warsztat dzisiaj kolejny składnik jakim jest mąka żytnia razowa bio. Z Polski, oczywiście. Z żytem w przeciwiństwie do pszenicy lubię się bardzo. Na fali pieczenia - od ostatniego posta ugościłem swoją bagietką sporo osób - postanowiłem zrobic po raz pierwszy chleb żytni na zakwasie. Będzie to relacja niemalże LIVE,  na waszych oczach będę przyglądał się przez 3 dni (tyle trwa produkcja) rozwojowi zakwasu a na koniec - jeżeli zakwas wyjdzie - podam przepis :) . W międzyczasie opowiem dlaczego żyto i dlaczego zakwas. Zapowiada się pasjonująco :)))

piątek, 19 sierpnia 2011

Zapach dzieciństwa




W piekarnii..

Po wyjściu z pieca

Na stole

Chleb domowy, zioła z własnej uprawy (poprzedni post) , kozi serek, pomidorek i masło.


Wrócił do mnie wczoraj zapach z dziećiństwa. Zapach małych, rozsianych po uliczkach dzielnicy Kazimierz piekarnii, które odwiedzałem prawie codziennie rano już od 6 roku życia. Kupowałem tam jeszcze ciepły, pyszny biały chleb - na szczęście era krojonych chlebów nastała po okresie mojego wczesnego dzieciństwa. Kilka dobrych lat później pokłóciłem sie z białym chlebem, pszenicą i glutenem. Ale, że radykalizm żywieniowy żle wpływa na urodę ( nowa autorska teoria żywieniowa :)) pozwalam sobię od czasu do czasu na coś smacznie pszennego. Zwykle są to ciastka, croissanty kupione gdzieś w kawiarnii, gdzie mniej więcej wiem kto i z czego robi te przysmaki. Postanowiłem jednak wczoraj pójść o krok dalej - jeżeli już decyduję się raz na jakis czas na coś pszennego niech będzie to mojego autorstwa - świadomość skałdników jakoś umniejsza rozmiar tego występku. Zdobyłem więc wszystkie możliwe eko składniki ( nie przesadzajmy, macie moje pozwolenie na zwykłe drożdże:) i przystąpiłem do dzieła. Oczywiście -  with a little help......
Niebieska strzałka na pierwszym zdjęciu : moja nowa opaska z nowej wystrzałowej kolekcji Elf Joy

Bagietka francuska ( przepis na 2 duże bagietki):

Rozczyn: 400g mąki pszennej typ 550 przesiewamy. Wlewamy do niej wymieszane 400ml letniej wody z łyzeczką miodu i soli. Mieszamy do uzyskania gładkiej konsystencji i pozostawiamy na noc w ciepły pomieszczeniu pod przykryciem.

Ciasto: Przesiewamy 600g mąki pszennej typ 550, dolewamy do niej rozczyn, jedną łyżkę oleju słonecznikowego oraz 40g drożdzy rozpuszczonych w 3/4 kubka letniej wody. Mieszamy ciasto, ugniatamy kulę i zostawiamy ją na godzinę pod przkryciem. 

Formowanie bagietki: Kiedy ciasto juz wyrośnie znowu je ugniatamy i kroimy kulę na pół. Z każdego kawałka formujemy bagietki długośći ok. 30cm i układamy na wysmarowanej masłem blasze. Przed włożeniem do piekarnika nagrzanego do 240 stopni, skarapiamy je letnią wodą i nacinamy na ukos co 5 cm (jak kiełbaskę na ognisku :). Wkładamy do piekarnika, zmniejszamy do 225 stopni i pieczemy ok. 35min. Przed końcem czasu ponownie skarapiamy odrobiną letniej wody. 

P.s przepis nie dla leniuchów :) żeby miec je gotowe na 8 trzeba wstać po 6 rano ale naprawdę warto zrobić sobię w domu od czasu do czasu klimat piekarniano-kawiarniowy, szczególnie w lecie. Pięknie pachnie i jescze lepiej smakuje.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Eko uprawy balkonowe

Ocimum basilicum

Coriandrum sativum


No dobrze, ziemniaków sobie jeszcze nie posadzę, marchewki też nie. A co mogę posadzić nie mając ziemi poza miastem? Oczywiście zioła. Absolutnym mistrzem posród ziół ogłaszam w tym roku kolendrę: za nieprzeciętnie wyjątkowy, niepowtarzalny smak i aromat. Dodaję ja do wszystkiego : do kanapek, ryżu, makaronu, kaszy.... A Wy, jakie zioła uprawiacie?

wtorek, 16 sierpnia 2011

O kawie, różach i myszach






Kiedyś w sobotę w okolicach godziny 7:40 włączyłem radio i usłyszałem: ......witajcie kochani, dla niektórych z was to pewnie jeszcze środek nocy ale my postaramy sie was obudzić. Mruknąłem coś jakby "ehe", ponieważ byłem już na nogach od dwóch godzin. Tak wyglądają tylko niektóre poranki z dziećmi ale kiedy już się zdarzają, musze sobie jakoś "pomóc" aby dotrwać wieczora. Nie będzie to poradnik zdrowia bo kawa to temat drażliwy dla znawców wszelakich teorii pro-zdrowotnych no ale.... Tak więc moja ulubiona kawa to mieszanka robusty z arabiką gotowana ze świeżo ubitym kardamonem i kilkoma ziarenkami cukru trzcinowego. Taką kawe zabieram czasem ze sobą na spacer poranny. Potem patrzę na zielone (wprawia w dobry nastrój) a potem na różowe - tego nie będe tłumaczył. Różowe były róże w Parku Skaryszewskim - ostatnio kwitną bez przerwy. Będąc już absolutnie pozytywnie nastawionym na resztę dnia poznaliśmy rodzinę myszek z którą podzieliliśmy się chrupkami kukurydzianymi. Spokojnie, to były chrupki GMO FREE.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Powtórka z czekolady





Ponieważ ze słońcem troche krucho, wróciłem wczoraj do starego sprawdzonego przepisu na czekolade, która jak wiadomo wprawia w dobry nastrój. Wyjątkowo zatem powtarzam i przypominam:   Przepis jest prosty, 1/2 szklanki orzechów laskowych bio, 1/2 szklanki daktyli bio, 1/4 szklanki kakao raw i szczypta soli. Składniki mieszam w blenderze do uzyskania konsystencji masy po czym zagniatam jak ciasto. Wałkuję i formuję - kulki, kwadraciki, trójkąciki jak wolicie!! Zapakowane w papier ozdobny i przewiązane sznureczkiem robi naprawdę miłe wrażenie jako mały prezent dla ukochanej osoby. Czasami korzystam z pomocy moich dwóch asystentów :)

Pilaw




Przyznam, że zanim urodzili się nasi synkowie, ugotowanie tego dania zajmowało mi chyba ze trzy godziny. Teraz robię to dwa razy szybciej zaczynając po 6 rano o 7:40 obiad na dwa dni jest gotowy. Pilaw z fasola adzuki to potrawa ze wszechmiar doskonała. Jest super pożywna, dodaję energii, po zjedzeniu długo nie opuszcza nas poczucie najedzenia a  do tego smakowała wszystkim moim znajomym, których częstowałem - nawet tym najbardziej wybrednym :) W wypadku tej potrawy zwróćcię uwagę aby sładniki, których bedziecie używać były wysokiej jakości bo Pilaw jest wyczulony na różne niedoskonałości - po prostu łatwo wyczuć, że coś jest nie tak, rodzynki za suche albo kwaśne, wodniste pomidory... 

Przepis:
Fasola adzuki : 200g moczymy w dużej ilości wody przez noc. Rano gotujemy w świeżej wodzie z wakame - algi zapobiegają nieprzyjemnym efektom jedzenia fasoli :)

Sos:
Na rozgrzaną na dużej patelnii oliwę z oliwek wrzucamy 1 cieńko pokrojoną cebulę, posiekny ząbek czosnku i łyżeczkę imbiru. Po chwili wrzucamy 4 pokrojone pomidory, łyżeczkę posiekanej pietruszki i dusimy chwilę. Przyprawiamy świeżo ubitym kardamonem, cynamonem, solą, kurkumą, chili i szczyptą cukru trzcinowego. Smażymy 10 min.

Ryż : 200g okragłego ryżu brązowego wsypujemy do 400 ml zimnej wody. Dodajemy liść laurowy i gotujemy 15min na wolnym ogniu. Następnie dodajemy sok z cytryny (troszkę), 2 łyżki orzeszków piniowych, pół szklanki rodzynek, odrobine słodkiej papryki i gotujemy do miekkości na minimalnym ogniu pod przykryciem. 

Gotowy ryż z fasolą mieszamy razem i dolewamy sos. Pozostawiamy na ogniu na 20 minut. 
Podajemy posypane świeżą pietruszką. 



La pasta per bambini





Dzieci do stołu, dziś makaron!! Makaron dla wszystkich dzieci bo ryżowy z kozim serkiem więc wszyscy uczuleni i nie uczuleni na gluten lub laktozę do misek. Makaron ryżowy to jeden z bardziej ulubionych przysmaków Julka i Stasia ale najbardziej im smakuje kiedy dorośli jedzą razem z nimi więc właściwie Pasta per bambini jest równie ciekawą propozycją dla tych trochę większych.

Przepis :

bezglutenowy makaron ryżowy bio (polecam firmy Naturata - rodzaj Jiangsu)
oliwa z oliwek
pomidory eko
twarożek/serek kozi
sól
bazylia świeża

Makaron gotujemy około 15 min. aż bedzie bardzo miękki. Osobno w garnuszku lub na patelnii dusimy drobno pokrojone pomidory (jest sezon!!) z odrobiną soli. Mieszamy makaron z duszonymi pomidorami i dodajemy oliwę z oliwek, twarożek kozi a na koniec bazylie. Dzieci to uwielbiają!!

środa, 10 sierpnia 2011

Pomysł na śniadanie



Jeżeli już doceniliście wszystkie plusy jakie wynikają z  jedzenia kaszy jaglanej (do czego usilnie Was nakłaniam chyba od trzeciego posta :) to dla odmiany możecie spróbować tego - proste i pożywne:
(porcja dla 1 osoby)
1 jajko
kasza jaglana
pietruszka/ kolendra świeża
sól
imbir korzeń
papryka słodka
masło

Jajko gotujemy na miękko. Kaszę gotujemy (200ml wody/50g kaszy) z dodatkiem imbiru do miękkości. Przyprawiamy solą i resztą w.w składników. Formujemy kopiec, posypujemy płatkami masła i układamy na jego środku jajko.



poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Zrobiłem ogórki




Po doświadczeniach wiejskich lata 2011, które jeszcze nie minęło pomimo wskazującej na to pogody, postanowiłem ukisić ogórki. Ryby łowiłem, grzyby zbierałem, jagody zrywałem a jabłka prosto z drzew wrzucałem do miski z kaszą. Teraz pora na ogórki. Co prawda nie wyrywałem ich z ziemi bo takowej jeszcze nie posiadam ale sam przyrządziłem - oczywiście zamiast nudnego kupowania produktów gotowych.
A ogórki robie tak: Do dużego słoika wrzucam umyte, małe ogórki gruntowe, zalewam taka ilościa letniej wody żeby sobię pływały ale bez przesady. Dodaję zestaw kiszeniowy (dostepny w niektórych warzywniakach) czyli koper z chrzanem i czosnkiem i liśćmi różnymi oraz liść laurowy. Na 1 litr wody sypię 1 czubatą łyzkę soli i zamykam słoik. 3 dni i gotowe. Prawdopodobnie ilu ludzi tyle metod na ogórka kiszonego ale ta jest chyba najszybsza i najprostsza.